Przychodzi zwykły wtorek. Klienci dzwonią, faktura czeka, w głowie dziesięć rzeczy. A potem do skrzynki wpada list. Oficjalny, po niemiecku, od kancelarii, której nie znasz.
W środku jedno słowo, które każdy polski przedsiębiorca w Niemczech zna na pamięć: Abmahnung. Bo na Twojej stronie zabrakło Impressum. Albo było, ale niepełne. Albo wysłałeś zimnego maila tak, jak robiłeś to w Polsce — a tu łamie to UWG.
Koszt? Od kilkuset do kilku tysięcy euro. Za jedną stopkę. Za jeden mail. Amerykańskie paczki AI tego nie wiedzą — są po angielsku i nie mają pojęcia o niemieckim prawie.
Możesz zatrudnić prawnika za 390–490 € od dokumentu. Możesz płacić eRecht24 178–480 € rocznie, w kółko. Możesz tłumaczyć na siłę angielskie szablony i liczyć, że klient nie poczuje, że to nie Ty.
Albo wybrać prostszą drogę.